Czas
Cofnąć dzień, ach, zatrzymać te wściekłe godziny,
te sekundy w galopie, te tętniące chwile!
Czas wysuwa się ze mnie jak z własnej przyczyny
i zostawia mnie za mną o lata i mile.
Jeszcze dawność przeżywam jak sny najłaskawsze,
w pęcherzykach płuc przeszłe kołysząc powietrze,
lecz już czuję się w t a m t y m stracony na zawsze,
wciąż bardziej oddalony o czas niż o przestrzeń.
Krew pod skórą...
Epiktet
Wszystko zawodzi,
nic nie poręcza,
wali się góra,
dół się zapada,
dno niżej dna.
Na czym się oprzeć?
Na heliotropizmie.
Co robić? Z nocy
wydniewać. Stopy
od cienia swego
odrywać. Z błysku
łzy kulę słońca
wytaczać. Iścić.
Dwie strofki
To ty mnie wracasz z przepaści wszechświata,
tego, co w tobie i we mnie,
twa dłoń się z moją nad otchłanią splata
i już mi jaśniej, im ciemniej.
Uśmierzasz burze i sprzeczności godzisz,
rozpinasz nad nimi tęczę,
w imperium moim nigdy nie zachodzisz
ty, słońce moje wewnętrzne.
Inwokacja do róż
Róże, różyczki, kępki srzępiaste,
płatki misternie wiatrem rzeźbione,
pąki przez ognie trawione własne,
garsteczki światła z pąków wytchnione,
sny, łodygami wyrosłe z gleby
mówcie, jak można z tak czarnej ziemi
brać tyle skrbów na swe potrzeby?
jak czerpać barwy, zapach z przestrzeni,
wzniosłe sekrety waszych korzeni?
Maska Pośmiertna
Wszystkie twarze w tej jednej udręczonej twarzy,
wszystkie smutne uśmiechy w tym jednym uśmiechu,
wszystkie tortury w jednej, co już się nie zdarzy,
wszystkie oddechy świata w tym jednym oddechu,
wszystkie usta zamilkłe w tych tragicznych ustach,
wszystkie splątane drogi w tych zmarszczkach i bruzdach,
wszystkie blaski w tym jednym jak błysk słońca blasku,
wszystkie sny pod tą jedną jak glob ziemski czaszką,
wszystkie...
Głód
Pragnienia ludzkie
w głąb i wzwyż, między
robakiem a ptakiem.
Sny wyżej lotu
jastrzębi, jawa
niżej pełzania żmij.
Więcej, dalej, wyżej
lotu, niżej pełzania.
Głód, który się syci
coraz większym głodem.
Do mrówki
Mróweczko skrzętna, mróweczko,
która za chwilę pod moją
zginiesz podeszwą, pociesz się,
pociesz, nietrwała jest także
ziemia, niepewne dnia oko,
słońce, toczące krew w naszych
ciałach, istoto niewinna,
bez grzechu pierworodnego
poczęta, na złagodzenie
zgorzeli świata zrodzona,
która za moment przejdziesz o,
już! do nicości, mróweczko.
To mówię ja, który żyję
równie jak ty, o...
Całopalenie
Z mrocznych oddali Oskarżyli Tkwię w kręgu myśli o Tobie
przez otwarte okno
zlatują się nocne roje.
Nęci je chwiejny płomyk,
złudna jutrzenka swobody,
zdradliwe zbawienne słońce.
Z opalonymi skrzydłami
padają, by znów z impetem
pełne dla bólu pogardy
podjąć lot dookoła
dręczącej je tajemnicy.
Jeden z nich w płomień runął,
słychać trzask suchy i twardy,
owadzi Giordano Bruno
Cynizm
zohydzili
w larwę
przemienili
Milczeniem
przysypali
na kamień
udeptali
kamień ciszą
obsiali
Poczwarny
sen
śnili
Z eksplozji
milczenia
wyfrunął
motyl
admirał
Klaskali
Zasługę
przemiany
sobie
przypisalikoło święconej kredy
jak w kole święconej kredy,
kreslą je ręce twe obie
od nie wiadomo już kiedy.
I krążą w twojej orbicie
jak gwiazda w mrokach wszechświata,
i z ciebie całe me życie
jak światło z słońca wylata.