Epiktet
Wszystko zawodzi,
nic nie poręcza,
wali się góra,
dół się zapada,
dno niżej dna.
Na czym się oprzeć?
Na heliotropizmie.
Co robić? Z nocy
wydniewać. Stopy
od cienia swego
odrywać. Z błysku
łzy kulę słońca
wytaczać. Iścić.
koło święconej kredy
Tkwię w kręgu myśli o Tobie
jak w kole święconej kredy,
kreslą je ręce twe obie
od nie wiadomo już kiedy.
I krążą w twojej orbicie
jak gwiazda w mrokach wszechświata,
i z ciebie całe me życie
jak światło z słońca wylata.
Cynizm
Oskarżyli
zohydzili
w larwę
przemienili
Milczeniem
przysypali
na kamień
udeptali
kamień ciszą
obsiali
Poczwarny
sen
śnili
Z eksplozji
milczenia
wyfrunął
motyl
admirał
Klaskali
Zasługę
przemiany
sobie
przypisali
Całopalenie
Z mrocznych oddali Róże, różyczki, kępki srzępiaste, Mróweczko skrzętna, mróweczko,
przez otwarte okno
zlatują się nocne roje.
Nęci je chwiejny płomyk,
złudna jutrzenka swobody,
zdradliwe zbawienne słońce.
Z opalonymi skrzydłami
padają, by znów z impetem
pełne dla bólu pogardy
podjąć lot dookoła
dręczącej je tajemnicy.
Jeden z nich w płomień runął,
słychać trzask suchy i twardy,
owadzi Giordano Bruno
Inwokacja do róż
płatki misternie wiatrem rzeźbione,
pąki przez ognie trawione własne,
garsteczki światła z pąków wytchnione,
sny, łodygami wyrosłe z gleby
mówcie, jak można z tak czarnej ziemi
brać tyle skrbów na swe potrzeby?
jak czerpać barwy, zapach z przestrzeni,
wzniosłe sekrety waszych korzeni?Do mrówki
która za chwilę pod moją
zginiesz podeszwą, pociesz się,
pociesz, nietrwała jest także
ziemia, niepewne dnia oko,
słońce, toczące krew w naszych
ciałach, istoto niewinna,
bez grzechu pierworodnego
poczęta, na złagodzenie
zgorzeli świata zrodzona,
która za moment przejdziesz o,
już! do nicości, mróweczko.
To mówię ja, który żyję
równie jak ty, o...